Saturday, July 29, 2017

Zycie z filtrami - krem z filtrem czy filtr w kremie?

Full disclosure: 
Za tydzien lece na Malediwy. Bedzie slonce, plaza, snorkowanie. Nie zamierzam sie opalac. Wrecz przeciwnie. Zamierzam chronic sie przed sloncem jak tylko mozliwe.
zrodlo: https://www.instagram.com/maldivesisles/


Kiedy czytam polskie strony urodowe, to czasem sie zgadzam, czasem sie dziwie, czasem sie smieje, a czasem nie bardzo rozumiem o co im chodzi. I to bynajmniej nie z powodu bariery jezykowej.

Lato mamy w pelni, a wraz z nim wysyp wpisow na blogach i stronach roznej masci na temat opalania, kremow do opalania, kremow z filtrem i przykladow, ze fizyka naprawde trudna jest.

Zacznijmy od mojego internetowego ulubienca - "kremu do opalania". Albo jeszcze lepiej "kremu do bezpiecznego opalania".
Osoby piszace te frazy chyba nie bardzo rozumieja czym jest opalanie. Opalanie to nic innego jak poparzenie, tyle ze rozciagniete w czasie i przyjmowane w dozach, ktore podczas procesu parzenia skory nie sprawiaja zbyt duzego bolu.
Czy istnieje cos takiego jak "bezpieczne opalanie"? Wiele osob powie, ze tak.
A jesli zamienimy slowa na "bezpieczne poparzenie"? Tutaj kazdy spojrzy na ciebie z politowaniem, ze takie glupie pytanie zadajesz.

Ale jednak mit "bezpiecznego opalania" wciaz jest szeroko rozpowszechniany. Nawet przez same firmy kosmetyczne, ktore specyfiki do "bezpiecznego opalania" produkuja. Ja rozumiem, ze zarabiac trzeba, ze opalenizna jest w modzie, ze spalone twarze i ciala to najlepsi klienci w pozniejszych latach na kosmetyki anti-aging. Ja wiem, ze to biznes, i ze liczy sie tylko kasa.

Problem w tym, ze nawet "poradniki" i "eksperci", ktorzy powinni wiedziec lepiej, tez ten mit propaguja. Strona poradnikzdrowie.pl natychmiast przychodzi tu na mysl. Nie bede linkowac do tych idiotyzmow, bo to nie poradnik zdrowia, a poradnik jak bezbolesnie postarzyc swoja skore o kilkanascie lat z duzym prawdopodobienstwem raka skory jako ekstra bonusik.

No a teraz o specyfikach do bezpiecznego poparzenia, ahem... opalania.

Serio?


Naprawde?
To screenshot z wyzej wymienionej strony.
Kim sa ich eksperci, nie mam pojecia. Ale jesli to poziom ich wiedzy, to nic dziwnego, ze Polska jest w pierwszej dwudziestce krajow swiata z powodu smiertelnosci na raka skory.
Dokladniej, Polska jest na 18 miejscu. Japonia na 157.

zrodlo: http://www.worldlifeexpectancy.com/cause-of-death/skin-cancers/by-country/

Najsmutniejsze jest to, ze brunetki czytajace te bzdury moga naprawde uwierzyc, ze SPF12 bedzie je chronil przed sloncem.
Nasze brunetki moga rowiez myslec, ze przez 20 minut pobyt na sloncu bez ochrony jest dla nich bezpieczny. Moga nie zdawac sobie sprawy z tego ze promieniowanie UVA dociera do nas nawet w pochmurne dni, ze przenika przez szyby (jesli nie sa to specjalne szyby blokujace UV) i ze to wlasnie UVA odpowiedzialne jest za starzenie sie naszej skory. Zmiany spowodowane przez UVA sa nieodwracalne.

Natomiast promieniowanie UVB to wlasnie to co parzy nasza skore.
Tabelki, jak ta powyzej, skupiaja sie na dzialaniu UVB, i zupelnie ignoruja duzo bardziej niebezpieczniejsze promieniowanie UVA.

Ale tak dla zabawy, wezmy te nieszczesne 20 minut bez ochrony przed sloncem dla brunetek. Zalozmy bardzo konserwatywnie, ze chodzi tu o maksymalnie 20 minut dziennie. W ciagu roku daje nam to 7300 minut, czyli prawie 122 godziny.

O ile nikt przy zdrowych zmyslach nie siedzialby przez non stop 122 godziny na sloncu uwazajac to za monstrualna glupote, o tyle ta sama glupota, rozlozona na 20 minut dziennie jest jakims cudem podawana jako bezpieczna?
A ile to godzin jesli pomnozymy ten bardzo konserwatywny wynik (bo zazwyczaj spedzamy wiecej niz 20 minut dziennie wystawieni na dzialanie promieni UV) przez 10, 20 lub 30 lat?

Taaaa... ciesz sie tymi zmarszczkami w wieku 25 lat i szukaj potem magicznych azjatyckich kosmetykow, zeby te zmarchy jakos "wyprasowac"...
Tak na marginesie, tutaj cala tajemnica dlaczego "Japonki sie nie starzeja". To nie zasluga magicznych azjatyckich kosmetykow. To rezultat uzywania filtrow juz od dziecka.

Nie bede juz wspominac o srodkach do "bezpiecznego opalania" z SPF 6, bo to niemal kryminalne, ze firmy kosmetyczne takie produkty glupim kobietom wciskaja. I to nawet firmy kosmetyczne, o ktorych mialam poprzednio dobre zdanie, jak na przyklad Bandi.pl.

Zostawie ten screenshot tutaj dla przestrogi:



A internety i tak pieja z zachwytu nad tym produktem.

Ja rozumiem, ze blogerka jestes, ze z firma wspolpracujesz, i ze za pozytywne opinie firma ci placi (choc na prozno szukac etykiety "wpis sponsorowany" na 99,99% polskich blogow). A jesli nie placi, to dostalas darmoszke i masz za zadanie pisac o niej w samych superlatywach.
Ale przynajmniej postaraj sie podac informacje bardziej rzeczywiste i oparte na fizyce i badaniach naukowych (promieniowanie UV szkodzi) zamiast gorliwie przepisywac PRowski belkot, ktory ci firma mailowo podala.

Heh, ja ewidentnie nie nadaje sie na blogerke sponsorowana. Wszystkie zaintresowane firmy bardzo przepraszam.

Okej, skoro promieniowanie UV jest tak szkodliwe, to jak mamy sie przed nim chronic?
Wedlug polskich "ekspertow", poradnikow, blogerek i nawet samych firm kosmetycznych, mamy uzywac "kremow z filtrem".

Kremow z filtrem? Naprawde?
Takich jak, na przyklad, te ponizej?


Ooo, jaki bardzo ekskluzywny krem na dzien! Chcialabym! Z filtrem!

Albo ten:


Ten krem znam bardzo dobrze, bo sama go uzywalam. Badziewie jakich malo. Ale krem z filtrem jest.
Kwestia "od 40 roku zycia" zajme sie w innym wpisie, bo tez cisnienie mi skacze jak widze takie opisy.

Ale wrocmy do kremow z filtrem.
Tu jeszcze jeden.


To sa wlasnie kremy z filtrem.

Ich pierwszym zadaniem jest bycie kremem. Filtr w nich znajduje sie tylko i wylacznie po to, aby firma mogla dodac "chroni przed UV" do opisu produktu.
Oczywiscie tak niski SPF i w ilosciach w jakich nakladamy rano na twarz ten krem nie bedzie chronil nas przed zupelnie niczym.

I chyba nie o taki "krem z filtrem" owym ekspertom chodzilo.

Chodzilo im o "filtr w kremie".
Filtr w postaci kremu, w przeciwienstwie do filtra w postaci zelu, esencji, mleczka, sprayu czy pudru sypkiego. Filtr w postaci kremu, gdzie jego podstawowym zadaniem jest ochrona przed promieniowaniem UV.

Filtr w postaci kremu, czyli filtr w kremie:


Filtr w postaci zelu (w przeciwienstwie do filtru w kremie):



Filtr w postaci mleczka (w przeciwienstwie do filtru w kremie):


Przy okazji, wszystkie filtry z linii Raysela marki Noevir (pokazane powyzej) sa absolutnie genialne. Nie naleza do najtanszych, ale w swojej kategorii cenowej, tak jak filtr Evermere, stawiaja poprzeczke bardzo wysoko. Niestety Raysela w USA dostepna jest tylko w wersji SPF30.

Filtr w postaci wodnistej esencji (w przeciwienstwie do filtru w kremie):


Filtr w postaci mgielki w spray'u (w przeciwienstwie do filtru w kremie). Ta tutaj mgielka w spray'u ma ochrone SPF50 (a nie 6 jak ta tragedia produkowana przez Bandi):


Lub nawet filtr w postaci sypkiego pudru (w przeciwienstwie do filtru w kremie):


Tak wiec, drogie firmy, autorki poradnikow, blogerki i vlogerki, jesli zaczynacie mowic o ochronie przeciwslonecznej, to moze najpierw wypadaloby sie upewnic o co wam dokladnie chodzi. Bo bardzo mozliwe, ze mowicie nie o tym, co macie na mysli.

Stwierdzenie, ze "nalezy siegnac po krem z filtrem" tylko obnaza wasza nieznajomosc tematu na ktory usilujecie sie wypowiadac. Pokazuje, ze tak naprawde nie macie pojecia czym sa filtry i jakie jest ich zadanie i dzialanie.

Formulatorzy w firmach kosmetycznych oczywiscie wiedza, ale geniusze od siedmiu bolesci w ich dzialach PR juz ewidentnie nie.

Rynek filtrow rozwija sie w Polsce, i ogolnie w Europie, bardzo preznie. Jeszcze kilka sezonow i oferta filtrow dogoni Japonie pod wzgledem kosmetycznej elegancji. Moge miec tylko nadzieje, ze i polskie ekspertki urodowo-zdrowotno-kosmetyczne dogonia przecietne Japonki pod wzgledem znajomosci nomenklatury filtrowej, dzialania filtrow, i ogolnie na temat ochrony przed promieniowaniem UV.

Bo to co dla ciebie jest piekna opalenizna, w rzeczywistosci wyglada tak:




i tak:



Milego opalania!

Wednesday, July 26, 2017

Zycie z filtrami - Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+

Dzis rano dostalam pytanie czy nie mam zamiaru przygotowac calosciowego wpisu o mojej calosciowej pielegnacji.
Moja odpowiedz? Niestety nie. Takiego wpisu raczej nie bedzie.

Powodow jest kilka.

Raz, pielegnacja to rzecz bardzo indywidualna, kazdy robi co mu pasuje. Kazda skora jest inna, ma inne wymagania i inne potrzeby.

Dwa, nie ma tu sztywnych wytycznych. Wbrew temu co propaguja niedoinformowane blogerki i roznej masci "ekspertki", azjatycka pielegnacja wcale nie rozni sie az tak bardzo od tej europejskiej. Wiec o czym niby mialabym pisac? O tym, ze myje twarz? Przeciez kazdy to robi. Przynajmniej mam taka nadzieje...

Trzy, moja pielegnacja zmienia sie w zaleznosci od stanu mojej cery, warunkow pogodowych, pory roku i tego ile mam czasu rano i wieczorem. Wiem, ze wiele blogerek trzyma sie sztywno tych samych produktow przez caly rok i nie moga zrozumiec, ze pielegnacje mozna dostosowac do potrzeb skory. Poniewaz to co robie jest bardzo plynne i zmienne, nie bardzo moge sobie wyobrazic jak "calosciowy" wpis moglby wygladac. Przypominalby bardziej ksiazke, i to raczej powaznej grubosci.

Cztery, nie mam cierpliwosci na wciaz to nowe mody, pomysly i fady koreanskich celebrytek. Te mody sprzedawane sa na Zachodzie jako "tak to robia kobiety w Azji / Korei" i w ten to sposob robia furore wsrod naiwnych kobiet i jeszcze bardziej naiwnych blogerek urodowych. Bo chyba nikt z odrobina zdrowego rozsadku nie bierze na powaznie nowinek typu "Koreanki nakladaja tonik na twarz w ciagu 3 sekund po umyciu twarzy."

I po piate (i ostatnie), jest juz tyle blogow i artykulow o "calosciowej" pielegnacji, ze kolejny naprawde nie jest potrzebny.

Wiec co moge zamiast tego robic?

Moge pisac o produktach, ktore lubie (lub nie) i ktore sie u mnie sprawdzily (lub nie). Ufam, ze moi czytelnicy sa na tyle rozsadni, ze sami potrafia wyciagnac wlasne wnioski.

Moge rowniez pisac o tym punkcie mojej pielegnacji, ktorego przestrzegam fanatycznie i niemal religijnie. A mianowicie, o filtrze przeciwslonecznym. Choc bardziej pasowalaby tutaj liczba mnoga - o filtrach przeciwslonecznych, bo mam ich zawsze kilkanascie na stanie i ida one u mnie jak woda.

I wlasnie o tym bedzie dzis - o produkcie, ktory bardzo przypadkowo znalazl sie na liscie moich ulubionych.

Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ japonski filtr przeciwsloneczny dla cery suchej, bardzo suchej, wysuszonej na bardzo suchy wior.


Z firma Evermere (strona po japonsku) zapoznalam sie zupelnie przypadkowo. Kolezanka pojechala do Saitamy na konferencje i miala czas na wypad do spa (kosmetyczki?). Przywiozla stamtad troche kosmetykow i oczywiscie ja, bedac mna, natychmiast sie do nich dorwalam.

Nie, nie bylo wsrod nich tego filtra. Ale to co sprobowalam (gel cream i gel face pack) na tyle przypadlo mi do gustu, ze postanowilam bardziej sie marka zainteresowac.

Marka nie jest szeroko sprzedawana, firma sama zajmuje sie dystrybucja, wiec jej dostepnosc jest bardzo limitowana. Na szczescie sieciowka Rosemary's jest jednym z autoryzowanych sprzedawcow, a tu w miescie mamy az dwa ich sklepy. Kiedy mialam okazje, podjechalam do Rosemary's i ten to wlasnie filtr wpadl mi w oko.



Moja cera jest sucha. Owego dnia byla bardzo sucha. Slowa "moisture technology" bardzo przypadly mi do gustu. Ja lubie nawilzanie. A nawilzanie w polaczeniu z filtrem SPF50+ PA++++, to cos obok czego nie moglam przejsc obojetnie.

Filtr Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ kosztowal 2800 jenow plus VAT, czyli w sumie 3024 jenow. Czyli okolo 28 dolarow (po dzisiejszym przeliczniku) lub rowno 100 zl (na dzien dzisiejszy). Z tego co widze to dla mieszkancow Japonii najtaniej wychodzi Amazon Prime lub Rakuten.

Za ta cene dostajemy 70 gramow produktu. Drogo? Warto pamietac, ze zazwyczaj tubka japonskiego filtra zawiera jedynie 30 ml lub 30 gramow. Tutaj mamy niemal dwa razy tyle.



U mnie 30 ml filtra starczy na okolo tydzien. W porywach moze do 10 dni, jesli smaruje tylko wybrane czesci ciala. Tak wiec duza tubka filtru Evermere to u mnie duzy plus.

Evermere to firma z siedziba w Amagasaki (miescie niedaleko Osaki). Ma wlasna fabryke w Kasukabe w prefekturze Saitama. W ten sposob Evermere moze kontrolowac kazdy aspekt produkcji swoich kosmetykow, od wstepnych badan po ostateczna formulacje. Evermere zajmuje sie rowniez produkcja kosmetykow dla innych firm. I dodatkowo firma ta jest wielkimi fanami klubu baseballowego Hanshin Tigers, co widac po kolaboracjach z druzyna.

Co jeszcze?
Evermere wspolpracuje z uniwersytetem w Osace prowadzac badania dotyczace szeroko pojetego nawilzania skory.



I tu wlasnie cala filozofia firmy - kosmetyki dla cery suchej, bardzo suchej i wrazliwej.
Nie ma tu zadnych udziwnien. Zadanie produktow Evermere jest proste - dostarczenie nawilzenia i utrzymanie jego poziomu. Nudne jak flaki z olejem. Ale w mysl zasady "rob jedna rzecz a dobrze" Evermere naprawde podnioslo poprzeczke jesli chodzi o pielegnacje suchej cery.

Ich produkty formulowane sa bez etanolu, bez oleju mineralnego, bez zbednych barwnikow i w wiekszosci bez dodatkowych zapachow. Niektore kosmetyki zawieraja methylparaben, a niektore nie.
Osobiscie parabenow sie nie boje. Wole parabeny niz bakterie i fungi w moich kosmetykach.



Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ to lekki zel na bazie wody. Pomimo, ze jest na bazie wody, to posiada wlasciwosci wodo- i sebum-odporne. Dziala rowniez jako baza pod makijaz. I na dodatek mozna go zmyc uzywajac normalnego mydla (pianki do twarzy).

Brzmi zbyt dobrze aby bylo prawda?

Niestety, nawet taki niedowiarek jak ja przekonal sie do wlasciwosci tego filtra. Jestem na drugiej tubce Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ i wiem na pewno, ze kupie kolejna.

Dlaczego?



Ano dlatego, ze filtr ten naprawde nawilza. Naprawde. Robi to bez uczucia lepkosci, tlustosci czy skorupiastej warstwy. Wchlania sie w kilka minut (maksymalnie) i jedyne co zostawia, to nawilzona, odzywiona, gladka cere. W lecie, kiedy wilgotnosc powietrza potrafi zabic czlowieka, ten filtr pokazal swoja moc. Nie wiem jak on to robi, ale w chwili obecnej ten filtr zastepuje mi rowniez inne kroki porannej pielegnacji. A wszystko dzieki patentowanej technologii Moist Tec.



Naprawde nie mam sie tu do czego przyczepic. Bardzo rzadko sie zdarza, ze spotykam produkt kosmetyczny, gdzie nie mam na co narzekac. Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ jest wlasnie takim produktem.

Tutaj sklad INCI Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++:

Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate (Octinoxate), Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate (Uvinul A Plus), Glycerin, Triethylhexanoin, Pentylene Glycol, Ascorbyl Glucoside, Soluble Proteoglycan, Soluble Collagen, Sodium Acetylated Hyaluronate, Hydrolyzed Hyaluronic Acid, Sodium Hyaluronate, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract (rumianek pospolity), Crocus Chrysanthus Bulb Extract (szafran zlocisty), Aloe Barbadensis Leaf Extract (aloes zwyczajny), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (rozmaryn lekarski), Moringa Oleifera Seed Extract (moringa olejodajna), Vaccinium Myrtillus Leaf Extract (borowka czarna), Polyquaternium-61, Dipotassium Glycyrrhizate, Dipropylene Glycol, Butylene Glycol, Isostearic Acid, Sorbitan Sesquiisostearate, Polyglyceryl-10 Laurate, Acacia Senegal Gum, Maltodextrin, Xanthan Gum, Dextrin, Carbomer, Potassium Hydroxide, Tocopherol, BHT, Phenoxyethanol

Gwoli wyjasnienia, Japonia uzywa tego samego systemu podawania kolejnosci skladnikow jak Europa oraz USA. Korea ma swoje wlasne widzimisie, gdzie kazda firma robi co jej pasuje, bo regulacje w Korei sa inne.




Gwiazdami tego programu sa Ascorbyl Glucoside, pochodna witaminy C, czyli przeciwutleniacz, oraz Soluble Proteoglycan. Ma on wspomagac regeneracje komorek, czyli dzialac podobnie jak EGF, do tego ma wlasciwosci przeciw-starzeniowe, przeciwutleniajace i ciort wie co jeszcze.

Jesli ktos uzywa wylacznie weganskich kosmetykow, to niestety Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ odpada z tej listy, bo proteoglycan produkowany jest z krowiej tkanki lacznej, albo z lososi. To produkt uboczny. Nikt nie morduje zwierzat tylko i wylacznie dla proteoglycanu.

Do tego mamy w skladzie mase substancji nawilazajacych i kilka ekstraktow.
Nie ma tu alkoholu, parabenow, oleju mineralnego, barwnikow oraz substancji zapachowych.



Sa za to filtry syntetyczne, wiec jesli ktos jest wrazliwy na filtry organiczne (nie chce nazywac ich chemicznym, bo filtry mineralne to rowniez zwiazki chemiczne), to niestety Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ odpada.

Zel ten nie zostawia lepkiej warstwy, nie bieli (bo nie ma w nim filtrow mineralnych), wchlania sie do czysta pozostawiajac nawilzona i przyjemna w dotyku skore.



Jedyne do czego moglabym sie przyczepic to opakowanie. Zamiast tubki wolalabym pompke typu airless, ale wtedy cena poszlaby w gore. Wiec cos za cos.

Nie uznaje swietych graali kosmetycznych, bo rynek kosmetyczny idzie do przodu w oszalamiajacym tempie, wiec zawsze jest szansa na cos lepszego. Ale w tej chwili Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ jest moim codziennym faworytem. Dodam, ze uzywam go w zwykle dni, kiedy jade do pracy i wracam do domu. Kiedy wiem, ze bede spedzac dlugie godziny na sloncu, mam inne filtry.

Podsumowujac - swietny codzienny filtr dla cery suchej, ktora nie lubi alkoholu oraz zbednych substancji zapachowych.



Z dostepem poza Japonia jest kiepsko, ale widze, ze pewien polski sklep internetowy z siedziba w Gdyni pilnie mojego bloga anglo-jezycznego czyta i zaraz nastepnego dnia po opublikowaniu mojego wpisu od razu wrzucil Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ do oferty.

I tu ida do smietnika wyjasnienia naiwnych komentatorek, ktore tego sklepu tak zawziecie bronily i tlumaczyly, ze on sprzedaje to co hurtownia ma na stanie. Bzdura do kwadratu.

Cenowo sklep ten zyczy sobie 169zl (wraz z wysylka). Rozsadna cena to w granicach 140zl (wraz z wysylka).
Jesli ktos jest zainteresowany, to moge pomoc w zakupie. Prosze o kontakt mailowy.



Nie bede pomagac regularnie, ale sama wiem jak trudno jest znalezc pewne kosmetyki, jesli dostep do nich jest bardzo ograniczony. Uwazam jednak, ze Evermere Moist Tec UV Gel SPF50+ PA++++ zasluguje wieksza slawe, bo to naprawde solidny, dobry produkt.

Mam rowniez podklad tej firmy i jest on po prostu genialny. Ale o tym bedzie w innym wpisie.

Saturday, July 15, 2017

Zakupy Prime Day na japonskim Amazonie

Wychodze z zalozenia, ze po polsku to rowniez nazywa sie Prime Day.
W tej chwili juz chyba nawet male dzieci w Etiopii wiedza co to jest Amazon Prime Day. Mialo sie rownac "czarnemu piatkowi" po Swiecie Dziekczynienia w Ameryce, kiedy to caly kraj leci na zlamanie karku do sklepow. Mialy byc wielkie przeceny, wielkie oferty, wielkie znizki.
A co w koncu bylo?
Oprocz wielkiego rozczarowania, w zasadzie nic.

Czytalam gdzies, ze Amazon Prime Day nie istnieje po to, zeby oferowac produkty po obnizonych cenach, o nie. To tylko mit marketingowy. Rzeczywisty cel tego dnia to sprzedaz czlonkostwa w programie Prime.

Ja naleze do Prime, bo jestem smierdzacym leniwcem. Kupuje karme dla kotow i zwirek do kuwety przez internet. Nie chce mi sie tego taszczyc ze sklepu do samochodu, a potem z samochodu do domu. W programie Prime wysylka jest za darmo. A to wazne, kiedy kupuje sie rzeczy, ktore sa ciezkie.

Minusem Amazonu (nie wiem jak w innych krajach, mowie tu o japonskim Amazonie) jest to, ze ich ceny wyjsciowe sa bardzo bardzo tworcze. Wyssane z czyjegos palucha. Nawet po odjeciu oferowanej znizki, amazonowy "deal" jest nadal bardzo czesto drozszy od oferty sklepowej.

Ale jak powiedzialam, jestem cuchnacym leniem. A za wygode sie placi.

Miasma nadzieje, ze tegoroczny Prime Day bedzie lepszy niz te w przeszlosci. Niestety na nadziei sie skonczylo.

Czy to znaczy, ze niczego nie kupilam? Wcale nie. Oczywiscie, ze kupilam.
Tutaj dowod zdjeciowy:



Dwie biale butle po lewej to dla chlopa, zeby nie narzekal, ze tylko na siebie wydaje pieniadze. Kupilam mu wiec specyfik do mycia twarzy i nawilzania marki Fine Skin Lab. Jeszcze nie uzywal, wiec nie moge nic wiecej o nich powiedziec.


Sobie wrzucilam do koszyka Rosette Ceramide Gel i Rosette Ceramide Lotion.



Pamietam, ze kiedys juz ich probowalam i nie byly zachwycajace. Robily co mialy robic, byly dosc kleiste, ale mnie nie uczulily. Mam nadzieje, ze te tutaj nadadza sie na jesien.

Rafra Balm Orange to moje drugie opakowanie tego balsamu do oczyszczania. Za normalna cene (3000 jenow plus VAT) nigdy bym go nie kupila ponownie. Ale ze znizka "lightning deal" cena wydawala mi sie przystepna.


Pachnie ladnie, ma mila konsystencje, robi co ma robic, nie mam sie do czego przyczepic. Mam nadzieje, ze uda mi sie wstawic osobna recenzje.

I na koniec, prawdziwy powod dla ktorego w ogole bawilam sie w Prime Day.



Tunemakers.

Internetowy hype o tej marce jest niesamowity. Mam nadzieje, ze rzeczywistosc bedzie rownie niesamowita, bo te butelcyny sa maniunkie (20 i 10 ml) i kosztuja wiele monet. Bez znizek w Prime Day nigdy bym nawet nie spojrzala na Tunemakers.

Kupilam:
Tunemakers VC-20 Vitamin C Derivative
Tunemakers Ceramide 200
Tunemakers Fullerene
Tunemakers VC-3 Vitamin C Derivative

Moja skora do tej pory nie polubila sie z zadnym serum z witamina C. Jak widac mam nadzieje, ze moze polubi sie z Tunemakers.
Tak naprawde to chcialam kupic Tunemakers krem, ale niestety nie bylo na niego znizki.

I to by bylo na tyle jesli chodzi o zakupy w Prime Day. W sumie dobrze, ze oferta byla raczej nedzna. Nie wydalam w ten sposob zbyt wiele pieniedzy.

Sunday, June 25, 2017

Czy rankingi portalu @Cosme sa warte uwagi?

Hmmm... To zalezy od tego czy jestesmy producentem, marketingowcem, sprzedawca lub konsumentem.

Ale zacznijmy od poczatku.

@Cosme to japonski portal kosmetyczny, ktory w tej chwili zajmuje sie wszystkim, od recenzji kosmetykow po sprzedaz produktow. Dwa razy do roku publikuje on bardzo "prestizowe" nagrody dla najlepszych kosmetykow w kilkunastu roznych kategoriach.

image: @cosme

Kosmetyki nagrodzone w tym rankingu dostaja specjalna nalepke na opakowaniach i natychmiast wysuwaja sie na samo czolo najlepiej sprzedajacych sie produktow w Japonii.


Taka nalepka dla producenta jest na wage zlota.
W wielu sklepach nagrodzone kosmetyki ustawiane sa na specjalnych polkach wedlug miejsca, ktore zajely w rankingu @Cosme. Produkty te eksponowane sa w najbardziej widocznych czesciach sklepow, tam gdzie musi przejsc obok nich kazdy kupujacy.



Nalepka rankingu @Cosme wzbudza ogromne zaufanie klienta i daje wrazenie, ze kosmetyki te sa swietne, najlepsze z najlepszych, godne natychmiastowego zakupu w ciemno.



Zaufanie wzbudza tak ogromne, ze rankingowe "nalepkarstwo" znalazlo wielu nasladowcow. Byle produkt ma teraz nalepke z miejscem, ktore zdobyl w rankingu Rakutenu, Yahoo Japan, czy pisma Maquia. Niektore z tych nalepek do zludzenia przypominaja @Cosme.

Kiedy @Cosme publikuje swoje polroczne i roczne nagrody dla "najlepszych" kosmetykow, Japonki zwracaja uwage. Inne strony internetowe polecaja nagradzane produkty. Blogerki bloguja o nagradzanych produktach. Pisma babskie pisza o nagradzanych produktach. A w rezultatcie, sklepy (w tym rowniez wlasne sklepy @Cosme) sprzedaja tony nagradzanych produktow. Producenci zacieraja rece, a marketingowcy juz planuja kolejne kampanie promocyjne.



Nie tylko blogerki japonskie pilnie zwracaja uwage.

Fanki azjatyckich produktow na zachodzie rowniez z niecierpliwoscia czekaja na coroczne rezultaty rankingow. Japonskie kosmetyki nagradzane przez @Cosme natychmiast awansuja do statusu "kultowych" w zachodnich kregach fanow azjatyckiej pielegnacji.



Te same fanki bardzo wygodnie ignoruja fakt, ze @Cosme nagradza kosmetyki bez wzgledu na kraj produkcji. Ironia jest to, ze w wielu kategoriach to wlasnie produkty zachodnie stoja na czolowych miejscach.

Kilka lat temu wszyscy z niecierpliwoscia czekali na tlumaczenia rezultatow przez dwujezycznych blogerow, takich jak na przyklad Ratzilla.
Teraz, choc Ratzilla nadal publikuje listy nagradzanych produktow, rezultaty latwo sprawdzic samemu, bo @Cosme jest juz dostepne rowniez po angielsku - link.
Angielska wersja portalu jest bardzo uboga w porownaniu z japonska, ale pokazuje, ze firma na powaznie traktuje rozwoj na rynkach miedzynarodowych.

@Cosme ma juz swoje filie w innych krajach Azji, a teraz ostrzy sobie zabki na Ameryke.

"I swietnie," wiele osob pewnie powie.
"W koncu jakies rzetelne zrodlo informacji o japonskich kosmetykach," inni dodadza.

Ale nie tak hop siup szybko. Bo jesli blizej przyjrzymy sie rankingowi @Cosme, to nagle okazuje sie, ze pozory myla i ze sprawa sie nieco bardziej komplikuje.



Zacznijmy od tego, jak odbywa sie selekcja tych "najlepszych" produktow.

Tylko "nowosci" w danym polroczu na rynku kosmetycznym kwalifikuja sie do rankingu. Czyli, aby wiazc udzial w czerwcowym rankingu, kosmetyki musza byc wypuszczone do sprzedazy po 1 listopada, 2016 i przed 30 kwietnia, 2017.

A sama nagroda kalkulowana jest na podstawie ilosci opublikowanych recenzji na portalu @Cosme wraz z iloscia punktow (gwiazdek), ktore kazdy produkt zdobywa od czytelnikow.

Taaaa... wybor "najlepszych" odbywa sie na podstawie danych, ktore bardzo latwo manipulowac. Recenzje przeciez pisac moze kazdy, niekoniecznie osoby uzywajace danych produktow. Schemat popularny na bardzo wielu portalach handlowych i stronach bardzo wielu firm. Hello, Sephora...

Ale zeby te setki ludzi klikaly, najpierw trzeba produkt jakos wypromowac.

I tutaj warto spojrzec na firme iStyle, ktora jest wlascicielem portalu @Cosme.  A czym zajmuje sie iStyle? Swiadczy uslugi marketingowe dla producentow kosmetykow. Jedna ze spolek zaleznych koncernu iStyle jest rowniez agencja reklamowa, ktora specjalizuje sie w produktach i trendach dla kobiet. No i oczywiscie, iStyle zajmuje sie rowniez sprzedaza detaliczna kosmetykow.

To nie przypadek, ze produkty nagradzane przez @Cosme sa bardzo intensywnie promowane podczas polrocza pod koniec ktorego wygrywaja. To nie jest teoria spiskowa. Po prostu producenci kosmetyczni zlecaja iStyle uslugi marketingowe, zeby produkty wypromowac i wisienka na torcie tej promocji sa czolowe miejsca w rankingu @Cosme.

Z tej tez przyczyny dochodzi do czasem absurdalnych zagrywek, aby "stary" produkt, ktory jest juz na rynku od paru lat "odnowic" i wypuscic do sprzedazy jako nowy. Zazwyczaj jest to po prostu zmiana nazwy kosmetyku, lub jego opakowania (w czym producenci japonscy sie lubuja i wiernie praktykuja co sezon). Kosmetyk jest ten sam, ale w nowej szacie graficznej jest "nowy" i wobec tego kwalifikuje sie do rankingu @Cosme. Producent zleca marketing iStyle, i iStyle robi reszte.


I tak powstaje prestizowy ranking najlepszych produktow wedlug portalu @Cosme. Marketing 101.

Czy mam jakies kosmetyki nagrodzone w rankingu pierwszego polrocza 2017?
Tak. Mam dwa filtry.

Na pierwszym miejscu uplasowal sie ten:


Decorte Sun Shelter Multi Protection SPF50+ PA++++ od Cosme Decorte (czyli Kose).

Na drugim miejscu jest ten:


Nivea Sun Creme Care UV Cream SPF50+ PA++++ (to jest produkt japonski, robiony w Japonii na tutejszy rynek).

Mam tez ten podklad, ktory w rankingu podkladow jest na drugim miejscu:



Kate Secret Skin Maker Zero The Base Zero, moj jest w odcieniu 00.

Mam tez wszystkie trzy body washe i wszystkie trzy nagrodzone produkty w kategorii masek w plachcie. Wszystkie rzeczy kupilam zanim ranking @Cosme zostal opublikowany.

Sa w porzadku, ale naprawde nic nadzwyczajnego.

A tutaj zwyciezca tytulu najlepszego kosmetyku pierwszego polrocza 2017:


Osobiscie fanka produktow marki Opera nie jestem. Wydajnosc jest slaba, walory kolorystyczne i pielegnujace - minimalne. Ceny - nieadekwatne do jakosci.
Ale marketing i instinct stadny rzeszy internetowych, wraz ze sponsorowanymi blogerkami, robi swoje.

Saturday, June 17, 2017

Obalanie mitow czesc 2 - dlaczego Japonki sie nie starzeja


czesc 1 tutaj - link



Dzis druga czesc o "eksperckich" opiniach "japonskiego kosmetologa", bo za takiego uwaza sie pani Dominika Szczechowicz.

Czytelniczka, ktora prosila o wyjasnienie sprawy 10-krokowej japonskiej pielegnacji (ktora w rzeczywistosci nie istnieje, a ktora wedlug pani Dominiki jest codziennym "rytualem" Japonek), podeslala mi tego linka.

Zacznijmy moze od najbanalniejszego faktu - Japonki sie starzeja. Wygladaja na swoj wiek. To, ze nasze zachodnie oczy nie potrafia tego wieku odczytac, to juz zupelnie inna sprawa. Japonka potrafi prawidlowo odgadnac ile lat ma inna Japonka, poniewaz dla siebie wygladaja na swoj wiek i jest to dla nich oczywiste.

Nawet nasze zachodnie oczy po kilku latach w Japonii potrafia sie dostosowac. I nagle i dla nas czterdziestoletnie Japonki wygladaja na swoje czterdziesci lat. To ze ubieraja sie inaczej, maluja sie inaczej i zachowuja sie jak chichoczace nastolatki nawet w wieku srednim, nie znaczy, ze sie nie starzeja. Przypadkowi turysci (albo jak widac, nawet pani "japonska kosmetolog") tego nie dostrzegaja, bo po prostu nie maja skali porownawczej.

Artykul podlinkowany powyzej promuje warsztaty prowadzone przez pania Dominike na temat japonskiego sposobu dbania o zdrowie i urode.


Najbardziej w tym artykule o japonskim sposobie dbania o urode zafascynowaly mnie zdjecia, ponoc z warsztatow pani Dominiki wlasnie.

A na zdjeciach... koreanskie produkty? Koreanski krem? Koreanskie maski plachtowe? Zaraz, zaraz, to mialo byc o japonskim dbaniu o urode? Bo co jak co, ale Japonki generalnie nie uzywaja koreanskich produktow pielegnacyjnych. Maja wystarczajaco duzo swoich wlasnych produkowanych na miejscu. Nie wspominajac juz o rzeszach japonskich kobiet, ktore celowo unikaja produktow koreanskich, bo uwazaja je za mierne jakosciowo. Unikanie jest latwe, bo poza duzymi miastami koreanskie kosmetyki nie sa dostepne stacjonarnie.

Ale nie wiem, ekspertka nie jestem... Mozliwe, ze sie nie znam...
Mozliwe tez, ze choc twierdzi, ze uczy sie jezyka japonskiego, pani Dominika nie dotarla jeszcze do lekcji o podstawach japonskiego pisma. Wtedy moglaby rozroznic koreanski hangul od skryptow japonskich.

Co jeszcze na zdjeciach?
Jak na kosmetologa "japonskiego" to raczej zenujaca selekcja kosmetykow niskiej jakosci.

Ale przejdzmy do slow pani Dominiki, bo sa one bardzo interesujace.
Twierdzi ona bowiem, ze:


Pomijajac juz fakt, ze Azja to najwiekszy kontynent swiata i znajduje sie tam 50 roznych krajow (tak, sprawdzilam dane), i ze kosmetyczka kobiety z Pakistanu bedzie zupelnie inna niz kobiety z Korei, niz kobiety z Uzbekistanu, niz kobiety z Jordanii (tak, to tez Azja), niz kobiety z Chin, niz kobiety z Laosu, niz kobiety z Japonii, to po prostu myslalam, ze ta wypowiedz to zart.

Zart. Nadal mam nadzieje, ze to zart. Bo chyba zadna kobieta, ktora spedzila wiecej niz dwa tygodnie w Japonii, odwiedzila kilka drogerii, lub nawet toalet w domach handlowych, nie wzielaby stwierdzenia pani Dominiki na powaznie.



Japonki sie pudruja. Pudruja sie o wiele za duzo. Puder to jeden z najbardziej podstawowych i ulubionych kosmetykow Japonek. Polki drogeryjne uginaja sie od pudrow wszelakiego rodzaju: prasowanych podkladowych, prasowanych utrawalajacych, prasowanych wykonczeniowych, prasowanych przeciwslonecznych, sypkich wykonczeniowych, sypkich utrwalajacych, sypkich z kolorem i bez, i tak bez konca. Kazda marka kolorowa ma w swojej ofercie puder.



Pudry te widac w codziennym uzyciu w publicznych toaletach, gdzie Japonki namietnie poprawiaja swoje makijaze, w pociagach i metrach, gdzie Japonki namietnie poprawiaja swoje makijaze (do tego stopnia, ze jedna z reklam Tokyu Corp o manierach w pociagach jest wlasnie o malowaniu sie podczas jazdy). Japonki pudruja sie w restauracjach, czesto zaraz przy stoliku, bo komu by sie chcialo fatygowac do toalety; na peronach czekajac na pociagi; wyciagaja puderniczke stojac w kolejce w banku. Puder jest wszedzie. Szczegolnie latem, kiedy jest on kosmetykiem niezbednym przy japonskiej wilgotnosci powietrza i nieludzkich temperaturach.



Mozliwe, ze pani Dominika po prostu nie zdaje sobie sprawy z tego co znaczy slowo パウダー na opakowaniu?
A moze dlatego nie widziala pudrow na japonskich toaletkach, bo niemal kazda Japonka nosi puder w torebce.

Z ciekawosci zapytalam sie 30 kobiet w pracy czy:

  1. uzywaja pudru kazdego dnia, i 
  2. maja przy sobie puder.


Na pierwsze pytanie odpowiedzialo "Tak" 24 kobiety (przedzial wiekowy od 21 do 61 lat).
Na drugie pytanie odpowiedzialo "Tak" 27 kobiet.
Trzy, ktore nosza przy sobie, a nie uzywaja codziennie, przyznaly sie, ze nie maja czasu na pudrowanie, ze robia to w weekendy i inne nie-pracujace okazje.

Pudry wymienione przez moje wspolpracowniczki to: Kate, Dior, Dior Snow, Cle de Peau, Maquillage, Esprique, Canmake, Nars, Laura Mercier i pare innych, zarowno sypkie, jak i prasowane.



I czy nie znajdziemy w japonskiej kosmetyczce calej gamy kosmetykow kolorowych? Oczywiscie, ze znajdziemy. Ale jest to preferencja indywidualna. Tak jak i w Polsce, sa kobiety ktore potrzebuja dziesieciu palet, i sa kobiety, ktore maja jedna. Az dziwne, ze pani kosmetolog tego nie wie.

Gdzie indziej pani Dominika twierdzi, ze Japonki maja jeden krem do twarzy, ale dobry. Ilustrowane jest to zdjeciem kremu marki Missha, ktory nie jest ani japonski, ani dobry.

Kolezanka z pracy, ktorej przetlumaczylam artykul podejrzewa, ze przyczyna tego bledu sa slowa "All-in-One" na bardzo wielu japonskich kremach, ktore to slowa pani Dominika wziela ciut zbyt doslownie.

Pani Dominika dzieli sie rowniez madrosciami na temat diety Japonek.
Tutaj przyklad:


Japonki nie maja problemu z waga? Dziwne w takim razie, ze w 2016 roku po obowiazkowych badaniach uczniow w szkolach srednich, Ministerstwo Edukacji oswiadczylo, ze licealistki w mojej prefekturze naleza do najbardziej otylych w calej Japonii, i ze lokalne wladze maja cos z tym fantem zrobic.

Jedna z sugestii bylo redukowanie ilosci ryzu w posilkach w kafeteriach.

Po corocznych badaniach lekarskich w moim miejscu pracy rowniez musielismy sluchac wykladu, ze z roku na rok pracownicy robia sie coraz bardziej otyli. Dietetyk prowadzacy wyklady na temat zdrowego odzywiania juz na samym poczatku wspomnial, ze to nie tylko wina braku ruchu, ale rowniez diety w ktorej przewazaja weglowodany i rzeczy smazone. Sugerowal zmniejszenie ilosci spozywanego ryzu (ktory tutaj je sie trzy razy dziennie) i makaronow (glownie ramen) i ograniczenie alkoholu.

Pani Dominika rowniez twierdzi, ze Japonczycy sa szczupli, bo nie jedza na ulicach i ze to wlasnie dlatego nie ma tutaj koszy na smieci:


Hmmm... Najwyrazniej pani Dominika nigdy nie miala okazji obserwowania licealistow jadacych rano do szkoly i jedzacych: podczas jazdy rowerem, podczas marszu na stacje, na peronie czekajac na pociag, ukradkiem w pociagu, choc niby nie wolno, podczas czekania na autobus i w wielu innych miejscach.
Japonia to kraj jak kazdy inny, i pomimo tego, ze zasady dobrego zachowania nakazuja, aby nie poruszac sie i jesc w tym samym czasie, to zadziwiajaco wiele osob i tak to robi. A papierowych kubkow nie zobaczysz, bo wiekszosc osob nosi ze soba termosy z ktorych pije.

Koszy na smieci na ulicach nie ma z innych powodow (kiedys byly, ale pod koniec lat 90-tych zniknely), ale zeby sie dowiedziec dlaczego, trzeba tych informacji poszukac, a kto ma na to czas, nieprawdaz?


A tutaj moj ulubiony mit na temat fitnessu Japonek:


"W miastach nie ma mozliwosci poruszania sie autem..." Taaak...
Tak jak na przyklad na ulicach zwyklej prefekturalnej stolicy:


O dziwo, sa chodniki (czesto ich nie ma), ale tych "chodzacych" Japonek jakos nie widze. Nie widze tez rowerow. Widze za to samochody.


Na koniec dzisiejszego odcinka niepozorny cytat, ktory nie tylko odslania brak wiedzy pani Dominiki na temat realiow japonskich, ale rowniez pokazuje, ze nie potrafi ona przeprowadzic najbardziej elementarnego riserczu:



"Dieta w pojeciu Japonek ma niewiele wspolnego z zachodnim glodzeniem sie..."

Droga pani "espertko", dieta dla Japonek to PRZEDE WSZYSTKIM glodzenie sie. I lykanie suplementow odchudzajacych.
Problem ten dotyka nie tylko kobiet, ale rowniez i mezczyzn.
Jest to sprawa tak normalna, ze do tej pory przeprowadzono bardzo malo badan na ten temat. Ale nawet te ktore przeprowadzono sa dosyc szokujace.
Niezdrowa relacje z jedzeniem maja juz dziewczynki w szkolach podstawowych.
Przypadki anoreksji leczonej szpitalnie wzrosly pieciokrotnie w ciagu ostatnich 20 lat. I mowimy tu o tych pacjentach, ktorzy wyladowali w szpitalach - link.
Jaki procent populacji glodzi sie kazdego dnia? Jest na granicy anoreksji? Funkcjonuje z anoreksja? Na ten temat nie ma w chwili obecnej solidnych danych.
Jednak problem jest na tyle widoczny, ze poszczegolne prefektury biora sprawy w swoje rece, ze szczegolnym naciskiem na mlodziez licealna i gimnazjalna.

Jest to naprawde smutne, ze osoba lansujaca sie na ekspertke w dziedzinie japonszczyny prezentuje tak niski poziom wiedzy na ten temat. A jeszcze smutniejsze jest to, ze kasuje ona pieniadze za dzielenie sie swoja niewiedza.

c. d. n.